„Danga” w pytaniach i odpowiedziach (3)

Mŏwa dokumyntu: po polsku po polsku

„Danga“ w pytaniach i òdpowiedziach (2): Ślónskô môwa – gwara czy język?

Jaki jest obecnie stan śląskiej mowy?

Choć mogłoby się wydawać, że w ostatnich kilkunastu latach nastały dla śląszczyzny lepsze czasy, nie ulega wątpliwości, że jej kondycja jest zła. Nawet pobieżna analiza języka współczesnych Ślązaków, np. tekstów pochodzących z różnych portali internetowych, czy słów popularnych piosenek, pozwala zauważyć, jak daleko odeszliśmy od języka naszych przodków. W wielu przypadkach mamy do czynienia właściwie ze zwykłą potoczną polszczyzną z pewnymi tylko reliktowo zachowanymi elementami dialektalnymi.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Przez długie lata aparat administracyjny naszego państwa, a w szczególności cała machina edukacyjna, nastawione były na eliminację śląszczyzny. Ta sytuacja, niestety, niewiele się nie zmieniła. Na to nałożyła się głęboka nietolerancja społeczeństwa polskiego dla gwar ludowych. Choć nie jest to problem specyficzny tylko dla Śląska, to jednak tutaj presja asymilacyjna działała i nadal działa ze zdwojoną siłą, wzmocniona lękami nacjonalistycznymi. W praktyce mowa śląska była i nadal jest traktowana przez ogół społeczeństwa jako mowa obca, gorsza, niegodna Polaka i cywilizowanego człowieka.

Wszystkie opracowania gwarowe poświadczają, że dawniej po śląsku mówiono prawie wszędzie w kontaktach z mieszkańcami regionu, w tym także poza domem: w polu, w warsztacie pracy, na targu – wszędzie, za wyjątkiem kontaktów z obcymi urzędnikami i przybyszami. Śląszczyznę wyrugowano w ciągu ostatnich 80 lat z większości tych naturalnych sytuacji komunikacyjnych. Jedynym miejscem w przestrzeni publicznej, w jakim jej używanie było dopuszczalne, był zrytualizowany i sztuczny folklor. Poza nielicznymi i szybko topniejącymi enklawami zamieszkałymi przez autochtoniczną ludność, swoją ostatnią ostoję mowa śląska znalazła w wielopokoleniowej, niemieszanej rodzinie.

Przekaz międzypokoleniowy załamuje się jednak także w rodzinie. Żyjemy niejako zanurzeni w morzu języka większościowego, a jego wpływ jest przemożny. Ponieważ systemy językowe śląski i polski są sobie bliskie, możliwe jest ich mieszanie. Mieszanie następuje już w naszych głowach. Powoli, słowo po słowie, zwrot po zwrocie, nasza śląszczyzna eroduje i rozpływa się w standardowej polszczyźnie.

Po obaleniu komunizmu presja administracyjna zmalała, jednak szybko na jej miejsce pojawiła się presja kultury masowej. Choć nigdzie nie zapisany, a jednak bardzo rzeczywisty przymus kulturowy nadal działa i wymusza wyrzeczenie się domowej mowy za cenę awansu społecznego. Bardzo wielu śląskich rodziców wkłada wiele wysiłku w izolowanie swoich dzieci od domowej mowy dziadków i krewnych. Pomni na doświadczenia swoje, swoich bliskich lub znajomych, ludzie czynią to w dobrej wierze, starając się oszczędzić swoim dzieciom przykrości, problemów i zapewnić im łatwiejsze życie. Wychowujemy więc całe nowe pokolenia nie znające już mowy ojców, lub znające ją jedynie w sposób fragmentaryczny i bierny.

W ostatnim okresie obserwujemy, można powiedzieć, pewien wysyp różnych wydawnictw, np. słowników aspirujących do statusu dzieł standaryzujących język śląski. Świadczy to o wielkim zapotrzebowaniu społecznym na nowe myślenie o śląszczyźnie, na traktowanie jej właśnie jako język, o który trzeba dbać, a nie jako gwarę, która istnieje sama przez się. Niestety w większości przypadków poziom tych wydawnictw jest bardzo niski. Problemem dzisiaj jest nie ilość tekstów i materiałów tworzonych w założeniu po śląsku, ale, niestety, mizerna najczęściej jakość tych dzieł.

Jednym z największych falsyfikatów śląskiej mowy jest lansowana w mediach śląszczyzna kabaretowo-wicowa. Pomijając nawet kwestie poprawności językowej, zafałszowanie polega na odwróceniu proporcji, czyli na ograniczeniu zakresu użytkowania śląszczyzny tylko do funkcji ludycznej, podczas gdy dla naszych przodków była ona normalnym narzędziem komunikacji, zdolnym do oddania różnych nastrojów i obsłużenia różnych sytuacji, przede wszystkim neutralnych. Lansowanie śląszczyzny kabaretowej wypacza więc obraz śląszczyzny jako takiej, powodując jej zamknięcie w swoistym rezerwacie, pogłębia negatywne stereotypy i, co gorsza, propaguje złe wzorce kulturowe. Wielu ludzi utożsamia mówienie po śląsku po prostu z niedbałym i byle jakim mówieniem po polsku, z wplecionymi ewentualnie kilkoma śląskimi końcówkami i paroma zabawnymi „ausdrukami”…

W naszej ocenie popularne ostatnio różne konkursy gwarowe, mimo naszego wielkiego szacunku dla ich twórców i ich pionierskiego przed kilkunastu laty dzieła, nie są w stanie w zasadniczy sposób odmienić sytuacji. Mimo waloru popularyzatorskiego, konkursy te nie zaspokajają najważniejszej potrzeby – potrzeby edukacyjnej. Istotną nową jakość mielibyśmy wtedy, gdyby do konkursu można się było nauczyć i przygotować, gdyby uczestników nie tylko oceniano, ale udostępniono im narzędzia w postaci podręczników i poradników, za pomocą których ludzie ci mogliby świadomie eliminować błędy i poprawiać swoją sprawność w posługiwaniu się śląszczyzną. Sytuację obecną przyrównać można do egzaminowania studentów bez zapewnienia im najpierw solidnego wykładu i solidnych ćwiczeń w laboratorium. Zresztą z prawdziwym świętem śląskiej mowy mielibyśmy do czynienia dopiero wówczas, gdyby sami jurorzy zasiadający w komisji dali przykład i przemówili do publiczności w pięknej śląszczyźnie.

Jeśli nie podejmiemy skutecznych działań, żeby odwrócić negatywne procesy, za jedno, może dwa pokolenia mowa śląska wymrze.

Jakie, zdaniem „Dangi”, działania należałoby podjąć, aby zapobiec wymarciu śląszczyzny?

Słowo klucz to edukacja. Gwary ludowe mogły istnieć samoistnie, a przekaz językowy z pokolenia na pokolenie był niezakłócony, w czasach naszych pradziadów, kiedy nie było wszechobecnych mediów, a ludzie w swej masie żyli w małych społecznościach, z rzadka przenosząc się z miejsca na miejsce. Czy tego chcemy, czy nie, te czasy dawno minęły. W epoce, kiedy na dotknięcie pilotem mamy 50 programów telewizyjnych, kiedy ludzie potrafią przelecieć kilka tysięcy kilometrów w poszukiwaniu lepszej pracy na wakacje, a ze słuchawek sączy się muzyka w mp3, nie ma miejsca na gwary ludowe w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. W dzisiejszych czasach język, który nabywa młode pokolenie, nawet w połowie nie pochodzi z przekazu w rodzinie. Nawet pobieżna analiza języka młodego pokolenia, którego próbki można znaleźć chociażby na wielu portalach internetowych, pokazuje, że ma on już niewiele wspólnego z językiem naszych dziadków. Można powiedzieć, że w większości przypadków obserwujemy tu rozkład gwarowego systemu językowego.

Nie możemy więc dłużej polegać na zawodnej ludzkiej pamięci i wyczuciu językowym. Ochrona małego języka, takiego jak nasz, wymaga świadomego wysiłku używających go ludzi. Potrzebujemy ustawicznej samoedukacji i reedukacji językowej. Nie można jednak liczyć na to, że każdy Ślązak chcący zachować język przodków, będzie się kształcił sam, a swoje braki językowe nadrobi w domu, indywidualnie, jedynie przez osłuchanie się z mową starszego pokolenia. Do tego potrzeba wsparcia przez powszechnie dostępną edukację. Do tej edukacji potrzebujemy słowników, podręczników, popularnych poradników, na których będziemy mogli się wzorować i które pomogą nam rozstrzygać niepewności i unikać błędów.

Zauważmy, że pomimo iż stan polszczyzny literackiej, jej znajomość i rozpowszechnienie w społeczeństwie są bardzo dobre, a wręcz znakomite (przynajmniej w porównaniu z kondycją śląszczyzny), to jednak nikt nie wątpi w potrzebę permanentnej nauki języka polskiego, w celowość istnienia niezliczonej liczby słowników, poradników językowych, kształcenia całej armii nauczycieli i zatrudniania setek intelektualistów, którzy o ten język dbają. Nauczenie się pięknej i poprawnej polszczyzny dla każdego, kto tylko chce, nie jest dzisiaj żadnym problemem. Jakże bardzo potrzebowalibyśmy my Ślązacy chociaż ułamka takiego potencjału i możliwości! Ponieważ tych instytucji i narzędzi nie mamy, ktoś, kto chciałby się dzisiaj nauczyć poprawnej śląszczyzny, musiałby właściwie zostać dialektologiem. Paradoksalnie, mimo powtarzanych z różnych stron wielkich słów i haseł o „mowie Rejów i Kochanowskich”, w Polsce dzisiaj łatwiej doskonalić znajomość języka niemieckiego, czy rosyjskiego, niż mowy śląskiej!

Jak już wspomnano, warunkiem koniecznym jakiejkolwiek edukacji, jest kodyfikacja języka. Musimy przecież najpierw wiedzieć, czego chcemy (się) uczyć.

Odpowiednim rozwiązaniem prawnym byłoby uznanie mowy śląskiej za język regionalny na wzór kaszubskiego. Nie musimy tu wyważać otwartych drzwi, ani wymyślać koła. Odpowiednie szlaki zostały przetarte przez wiele mniejszościowych społeczności w Europie, także przez naszych Kaszubów. Takie pojęcia jak język regionalny, kodyfikacja języka, edukacja bilingualna, są od wielu lat znane i stosowane w Zachodniej Europie. Jest na ten temat sporo literatury. Wystarczy odpowiednie rozwiązania podpatrzeć i przenieść na nasz grunt.

Co to jest kodyfikacja języka? Jak miałby przebiegać proces kodyfikacji mowy Ślązaków?

Każda, nawet najmniejsza gwara ma swój system językowy, swoją normę, która istnieje, nawet jeśli nigdy nie została opisana. Różnorodność gwarowa nie oznacza dowolności! Kodyfikacja języka polega na zbadaniu i opisaniu tej normy, a następnie udostępnieniu jej zainteresowanej społeczności.

Na szczęście pracy tej nie musimy zaczynać od zera, ponieważ gwary śląskie były badane przez naukowców od wielu lat. Do wyników tych badań, choć nie są one powszechnie znane, można bez dużego trudu dotrzeć. Praca nad kodyfikacją śląszczyzny powinna więc rozpocząć się od zapoznania się z literaturą naukową dotyczącą śląskiej dialektologii. Wymienić tu należy przede wszystkim prace profesorów Alfreda Zaręby, Kazimierza Nitscha i Reinholda Olescha (więcej o tym tutaj). Wiedzę tę należy uzupełnić przez badania w terenie, ponieważ w wielu kwestiach szczegółowych dostępne obecnie materiały dialektologiczne nie dają odpowiedzi wystarczająco pewnej i dokładnej. Badaniami takimi należałoby objąć ludzi z najstarszego pokolenia, ponieważ jest największa szansa na to, że z ich pomocą udałoby się odtworzyć język z czasów, kiedy system gwarowy nie podlegał jeszcze rozkładowi pod wpływem języka ogólnego.

Kodyfikacja języka jest dziełem bardzo trudnym. Wymaga ona solidnej wiedzy lingwistycznej, pełnej, a nie fragmentarycznej znajomości wszystkich gwar śląskich, w szczególności dobrego osadzenia w literaturze dialektologicznej. Potrzebna jest wiedza syntetyczna, aby rozumieć ewolucję języka i wzajemne powiązania między jego elementami. Wreszcie niezbędne jest wyczucie językowe, aby podejmować decyzje, które zostaną zaakceptowane przez śląskojęzyczną społeczność. Wbrew pozorom język jest strukturą bardzo spójną i logiczną. Rezultatem braków wiedzy u kodyfikatorów może być potworek lingwistyczny, pełen niekonsekwencji i wewnętrznych sprzeczności.

Właściwy poziom merytoryczny i systematyczny postęp prac mogą więc być zapewnione tylko pod warunkiem włączenia się do działań kodyfikacyjnych specjalistów lingwistów i dialektologów. Konieczne jest powołanie jakiejś instytucji, w której najpierw prace nad kodyfikacją języka, a następnie edukacja i popularyzacja będą prowadzone w sposób systematyczny i planowy. Instytucja ta powinna mieć zapewnione odpowiednie finansowanie, aby przynajmniej najlepsi fachowcy mogli poświęcić się tej działalności na cały etat. To zbyt wielka praca, aby na dłuższą metę mogli ją wykonywać sami tylko społecznicy. Bardzo pomogłoby w tych działaniach uznanie mowy śląskiej za język regionalny.

Co dałoby śląskiej mowie nadanie jej statusu „języka regionalnego”?

Status języka regionalnego jest przede wszystkim zobowiązaniem ze strony władz państwowych do podjęcia systematycznych działań mających na celu ochronę mniejszościowego języka. Te działania obejmują powołanie i wspieranie instytucji zajmującej się kodyfikacją języka, przygotowywaniem programów nauczania i kształceniem nauczycieli, a także wspieranie kultury tworzonej w języku mniejszościowym.

Druga korzyść z uzyskania statusu języka regionalnego to podniesienie prestiżu tej mowy. Bez tego trudno o przełamanie negatywnych stereotypów i jej popularyzację.

Trzecia korzyść to zmiana postrzegania swojej mowy przez samych Ślązaków. „Gwara” potocznie jest rozumiana jako coś, co istnieje samo przez się i o co nie trzeba lub nie warto się starać. „Język” jest rozumiany jako coś, co wymaga już pewnego wysiłku intelektualnego, starania, choćby nauczenia się podstawowych zasad.

Oczywiście tytuł języka regionalnego nie jest panaceum na wszystkie problemy i zagrożenia, jednak wydaje się być nieodzownym i podstawowym elementem w całym spektrum działań mających na celu zachowanie gwar śląskich jako żywego narzędzia komunikacji dla przyszłych pokoleń.

Dlaczego tak istotne jest opracowanie zasad pisowni?

Jak już wspomnieliśmy, trudno sobie obecnie wyobrazić jakąkolwiek działalność edukacyjną, a w szczególności na polu języka, bez pisma. Pismo z kolei, jeśli ma być narzędziem wygodnym w użyciu, musi zostać uporządkowane. Jeśli będzie tak, jak do tej pory, że każdy autor pisze spontanicznie po swojemu, nie zastanawiając się nad ortografią, nawet w tekście jednego autora to samo słowo może być zapisane na kilka sposobów. Uniemożliwia to wykształcenie się nawyku ortograficznego. Czytając taki tekst czytelnik zmuszony jest do czytania literka po literce każdego słowa i sylabizowania, podobnie jak to czynią dzieci w przedszkolu. Takie czytanie to mordęga. Tak więc, jeśli pismo ma być medium wygodnym, potrzebna jest norma.

Nie jest tajemnicą, że gwary śląskie są różnorodne, w szczególności różnią się fonetyką (Więcej na ten temat tutaj). Standaryzacja, o której myślimy, powinna w maksymalny możliwy sposób te różnorodności uwzględniać. W dużej części można to uczynić stosując zasadę „jedno pismo, roztómajtô wymôwa„. Proponujemy wprowadzenie nowych znaków graficznych na oznaczenie głosek wymawianych w różny sposób w różnych częściach Śląska. (Więcej o tym tutaj). Jest to pomysł zastosowany przez wiele mniejszości językowych znajdujących się w podobnej do naszej sytuacji, a w szczególności np. przez Kaszubów.

Czy kodyfikacja nie zabije odmienności i różnic, które są wpisane w bogactwo mowy Ślązaków? Przecież mowa Ślązaków nie jest jednolita i cechuje ją wyraźnie regionalne zróżnicowanie. Inaczej mówi Ślązak katowicki, inaczej mieszkaniec podopolskiej wsi, a inaczej Góral spod Cieszyna.

„Regionalne zróżnicowanie”, „mówi inaczej”, „mówi zupełnie odmiennie” – każdego, kto powtarza takie utarte stwierdzenia prosimy o wskazanie przynajmniej pięciu systemowych (systemowych – nie jakichś pojedynczo zasłyszanych słówek!) różnic pomiędzy gwarami opolskimi, gliwickimi i cieszyńskimi. Zwykle takie sądy wypowiadają bowiem ludzie, którym brak podstawowej wiedzy w dziedzinie śląskiej dialektologii.

Różnice są oczywiste i mamy ich świadomość. (Więcej na ten temat tutaj). Gwary śląskie mają jednak całe mnóstwo systemowych cech wspólnych. Inaczej nie miałoby uzasadnienia wprowadzenie przez naukowców pojęcia „dialekt śląski”, a zamiast niego mielibyśmy np. „dialekt opolsko-wielkopolski”, albo „katowicko-małopolski”. Nie widzimy powodu, dla którego tych cech wspólnych nie dałoby się opisać, a potem na tym tle pokazać różnic regionalnych.

Wiele osób myśląc o kodyfikacji pada ofiarą milczącego założenia, że „skodyfikowany” język musi być jednowariantowy, musi posiadać ścisłą normę, w której nie ma miejsca na bogactwo gwar. Otóż jest to założenie mylne, wynikające z nałożenia na postulowaną kodyfikację śląskiego schematów myślowych obowiązujących w polszczyźnie standardowej, która jest jednym z najbardziej jednolitych języków w Europie. W wielu krajach Europy i świata języki literackie funkcjonują w inny sposób – standard literacki istnieje właściwie tylko w postaci pisanej, a ludzie, w tym także elity intelektualne, w formie mówionej posługują się dialektami.

Kto zada sobie trud przyjrzenia się sytuacji różnych regionalnych mniejszości językowych, łatwo dostrzeże, że Śląsk nie jest wyjątkiem i że prawie wszędzie jest tak jak u nas – występuje mniej lub bardziej silne zróżnicowanie dialektalne. W wielu regionach Europy – w tym również w Polsce (Kaszubi, Łemkowie) – uznano, że nie jest to przeszkodą w kodyfikacji. Norma w tych językach z reguły nie jest jednolita i dopuszcza (a nawet zaleca) warianty lokalne. Wiele z odmienności fonetycznych można objąć wspólną pisownią przez odpowiednie skonstruowanie ortografii według zasady „Jedno pismo, roztómajtô wymôwa” (Więcej o tym tutaj). Kodyfikacja wcale więc nie musi skazywać śląszczyzny na ujednolicenie.

Wreszcie – procesy asymilacyjne i unifikacyjne bardzo się w ostatnich latach nasiliły. Nawet pobieżne badania języka młodego pokolenia i porównanie go z językiem opisanym w literaturze dialektologicznej pokazują, że zaczynamy obserwować większe różnice międzypokoleniowe, niż różnice międzyregionalne. Morał pewnej znanej bajki mówi, że „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Jeśli nie zrobimy czegoś, żeby procesy asymilacyjne zatrzymać, za kilkadziesiąt lat bogactwem i zróżnicowaniem gwar będziemy mogli cieszyć się jedynie czytając zakurzone książki, bo żywej mowy w terenie już nikt nie usłyszy.

Czy edukacja w szkole miałaby przybrać postać nauki dwóch języków? Dwujęzyczność  uczniów, czy śląszczyzna w miejsce standardowej polszczyzny?

Absolutnie nie jest intencją „Dangi” rugowanie języka ogólnopolskiego. Po pierwsze dobra znajomość języka polskiego jako języka urzędowego jest niezbędna każdemu obywatelowi naszego państwa, aby mógł on w tym państwie dobrze funkcjonować. Po drugie, nawet przy założeniu optymistycznego scenariusza rozwoju języka śląskiego w przyszłości, jeszcze długo nie będzie on miał wystarczających „narzędzi”, aby obsłużyć wszystkie dziedziny życia (np. specjalistyczne słownictwo naukowe). Język ogólnopolski pozostanie więc dla nas „oknem na świat”, także świat wielkiej kultury i nie chcemy tego okna Ślązakom zamykać. Po trzecie, to nie monokultura językowa, ale właśnie wielojęzyczność jest intelektualnie i kulturalnie stymulująca.

Tak więc zdecydowanie dwu- i wielojęzyczność. Nauka śląskiego mogłaby mieć postać przedmiotu fakultatywnego, a więc byłaby to możliwość dla chętnych, a nie obowiązek dla wszystkich. Nie musimy tu wyważać otwartych drzwi, ani wymyślać koła. Odpowiednie szlaki zostały przetarte przez wiele mniejszościowych społeczności w Europie, także przez zamieszkujących terytorium Rzeczypospolitej Kaszubów. Jest na ten temat sporo literatury. Wystarczy odpowiednie rozwiązania podpatrzeć i przenieść na nasz grunt.

Jak skłonić młodego człowieka, którego niejednokrotnie więcej dzieli niż łączy z tradycyjną mową jego ojców i dziadków, do stosowania jej na co dzień? Czy da się jeszcze przekonać rodziców, aby na nowo zaczęli posługiwać się w domu śląszczyną. Jakie argumenty przemawiają za tym, żeby mówili do swoich dzieci po śląsku?

Tu nie może być żadnego przymusu. Jeśli ktoś związku z mową i tradycją przodków nie czuje w swoim sercu, to trudno – musimy się z tym pogodzić.

Działania, o których napisaliśmy wyżej, chcemy adresować przede wszystkim do ludzi, którzy sami już teraz pragną mówić po śląsku, pragną zachować tę mowę, ale z braku wzorców do naśladowania poruszają się po omacku. Jeden z członków naszego stowarzyszenia, wykładowca na Uniwersytecie Śląskim, Ślązak od pokoleń, opisał tę sytuację w następujących słowach:

„Bardzo chciałbym mówić z moimi dziećmi po śląsku, ale już nie wiem jak. Nie wiem, co jest po śląsku dopuszczalne a co nie. Nie jestem jedyny. U nas na uczelni wszyscy mają w tej kwestii chaos w głowie”.

Z naszych obserwacji wynika, że takich ludzi jest na Śląsku całkiem sporo.

Miłośnik śląskiej mowy, dialektolog i poeta Feliks Steuer napisał krótko po przyłączeniu wschodniej części Górnego Śląska do Polski (pismo „Głosy znad Odry”, rok 1923): „Narzecze miejscowe jest mową naszych rodziców i krewnych, do których jesteśmy przywiązani z natury.” I dalej „… zostaje narzecze ojczyste wszędzie najsilniejszym węzłem wiążącym nas z krajem ojczystym”. Człowiek funkcjonuje lepiej i efektywniej, jeśli jest związany z miejscem i społecznością, wśród której mieszka. Człowiek jest szczęśliwszy, jeśli żyje w otoczeniu rodziny, krewnych, przyjaciół i pobratymców. Nasza mowa domowa nas w tym otoczeniu zakorzenia. Język domowy jest istotną częścią naszej indywidualności, oryginalności, naszego własnego i unikalnego „ja”. Wyrzekając się swojego języka skazujemy tę część siebie na obumarcie.

Dalej – znajomość śląskiego może dzieciom pomóc w opanowaniu ortografii polskiej. We wszystkich gwarach śląskich rozróżnia się w wymowie litery „ó” i „u” („ó” wymawia się jako dźwięk pośredni między [o] i [u]). Dziecko osłuchane ze śląską fonetyką może być przez świadomego rodzica lub nauczyciela uwrażliwione na wychwytywanie tej różnicy, a tym samym można ułatwić mu rozpoznawanie pozycji, w których należy pisać „u” i „ó”. Podobnie połowa Śląska (obszary mazurzące) rozróżnia w wymowie „rz” od „ż”. Takich faktów można wskazać więcej, bo tak naprawdę dzisiejsza polska ortografia pełne wytłumaczenie uzyskuje dopiero na gruncie gwar, które przechowały wiele archaizmów. Starsi ludzie pamiętają, że uczono w szkole reguł pozwalających na rozpoznanie pozycji, w których należy pisać „rz” i „ó” przez porównanie z językiem rosyjskim. Chciałoby się zawołać: Gdzie Rzym, a gdzie Krym!” (nomen omen). Po co mamy szukać porównań z systemem językowym, który jest od polszczyzny oddalony, a na dodatek jego znajomość w społeczeństwie przestała być powszechna, kiedy pod bokiem mamy znacznie bliższy system gwarowy i ludzi, którzy ciągle jeszcze w naturalny sposób się nim posługują! Przy sensownym ułożeniu programów nauka polszczyzny i nauka śląszczyzny mogą więc sobie wzajemnie pomagać.

I, last, but not least, istnieje wiele badań naukowych potwierdzających, że wielojęzyczność jest intelektualnie stymulująca. Język jest narzędziem poznawania, systematyzowania i kategoryzowania wiedzy o otaczającym nas świecie. Dzieci wychowane w środowiskach dwujęzycznych od razu na starcie maja tę korzyść, że na każdą rzecz patrzą jak gdyby z dwóch punktów widzenia. Nie odbierajmy więc im tej szansy!

Przykłady wielu małych społeczności językowych w Europie (Katalończycy, Baskowie, Walijczycy, Kaszubi) pokazują, że możliwe jest przeciwstawienie się uniformizującemu wpływowi kultury masowej i odwrócenie procesów asymilacyjnych. Wydaje się, że w odpowiedzi na silne trendy uniformizujące budzi się wiele społeczności mniejszościowych i regionalnych w Europie i na świecie. Przez powrót do korzeni, tradycji i mowy przodków ludzie spontanicznie szukają ochrony swojej indywidualności, swojskości, prywatności. Gdyby udało się nam przełamać negatywne stereotypy, oczyścić śląszczyznę z kabaretowo-rynsztokowych naleciałości, na nowo pokazać jej piękno, mogłaby się ona stać także dla wielu młodych ludzi atrakcyjna.

Jaki wpływ na rozwój duchowy i intelektualny Ślązaków może mieć podniesienie śląszczyzny do statusu języka literackiego?

Język jest dla człowieka czymś, co mocno uwarunkowuje intelekt i psychikę, jest „narzędziem do myślenia”. (Można tu przytoczyć słynne zdanie Wittgensteina „Granice mojego języka są granicami mojego świata”). Człowiek ma w sobie zakodowane dążenie do piękna, porządku i harmonii. Potrzeba piękna jest dla człowieka tak samo ważna, jak potrzeba jedzenia, czy snu. Ludzie, którzy tę potrzebę w sobie stłumili, degenerują się. Być może jedną z przyczyn tego, że Ślązacy rzadziej się kształcą, mają mniej odwagi podejmować ryzyko w biznesie, mają niższe poczucie wartości, jest to, że myślą w języku, który sami odczuwają jako gorszy.

Język człowieka nie może więc być byle jaki, ale powinien w jak największym stopniu tę potrzebę piękna, porządku i harmonii zaspokajać. Niski status śląskiej mowy tylko po części wynika z przyczyn strukturalnych (np. z braku pojęć abstrakcyjnych, których w potocznej mowie i tak rzadko kiedy potrzeba). Najważniejszą przyczyną tego, że mówienie po śląsku odczuwane jest jako gorsze, jest to, że oduczyliśmy się używać tej mowy w sposób naturalny i piękny. Lektura niektórych starych tekstów udowadnia, że jeszcze dla naszych dziadków była ona normalnym medium i potrafili oni w niej nie tylko przeklinać i opowiadać wice, ale i oświadczać się, modlić, wyrażać czułość, czy szacunek.

Jednym z najważniejszych celów akcji edukacyjnej, którą chcemy podjąć, powinno być podnoszenie kultury językowej śląskojęzycznej społeczności, a przez to podnoszenie kultury w ogóle. Chcemy pokazywać piękno naszej mowy. Żeby przywrócić śląskiej mowie piękno, trzeba stworzyć możliwość propagowania pozytywnych wzorców, np. odkurzyć stare zwroty grzecznościowe, postarać się o poezję z prawdziwego zdarzenia. Gwara śląska musi się stać czymś, czym można się zachwycić! Jeśli będziemy potrafili przywrócić naszej mowie piękno, będzie się ona bronić sama.

Uważamy, że język śląski może być prawdziwym przewrotem kopernikańskim w śląskiej samoświadomości. Po pierwsze, energię kochających swoją ojczyznę Ślązaków kierujemy w ten sposób na aktywność intelektualną. Odtąd nie będzie już tak, że za dobrego Ślązaka będziemy uważali kogoś, kto niewolniczo powiela stare sposoby życia. Odtąd dobrym Ślązakiem będzie ten, kto będzie potrafił się nauczyć pięknego śląskiego języka. Możliwość nauczenia się śląskiego języka otworzy też furtkę dla ludzi, którzy Ślązakami się nie urodzili, ale pokochali nasz region i chcieliby, żebyśmy ich za swoich uznali.

Wielkim błędem wielu ortodoksyjnych śląskich aktywistów jest niedocenianie kulturotwórczej roli języka i pojmowanie go tylko instrumentalnie, jako jeszcze jednego argumentu na uzasadnienie naszej odrębności. Uporządkowany język śląski jest nam potrzebny nie tylko po to, żebyśmy mogli pozostać sobą w zglobalizowanym świecie, ale też, a może przede wszystkim, po to, żebyśmy mogli lepiej rozwijać się intelektualnie i duchowo, stawać się lepszymi i pełniejszymi ludźmi.

Czy uznanie śląskiego za język regionalny nie zaowocuje w konsekwencji efektem domina? Czy nie stanie się to furtką i pretekstem do wysuwania żądań autonomii, a potem kolejnych roszczeń separatystycznych?

Sama autonomia rozumiana jako samorząd nie jest niczym złym, a Polsce zdecydowanie przydałoby się większe upodmiotowienie wspólnot regionalnych i lokalnych, przesunięcie władzy bliżej ludzi. Naszym zdaniem jednak sprawy polityczne i ustrojowe nie są tym, co jest dla śląskiej tożsamości najistotniejsze i dlatego nasze Towarzystwo się nimi nie zajmuje.

Jak wszystkie ludy/narody/etniczności, chcemy zachować naszą tożsamość, świadomość wspólnoty, naszą kulturę, zwyczaje, chcemy ocalić naszą swojskość – nasz dom. Bolesnym doświadczeniem Ślązaka w dzisiejszych czasach jest patrzenie, jak tej swojskości nam codziennie ubywa. Z tego doświadczenia rodzą się złe emocje: ból, frustracja, poczucie bezsilności i krzywdy. Z bólu i poczucia bezsilności wynika z kolei agresja, którą przejawiają niektórzy, szczególnie starsi śląscy aktywiści. Ludzie szukają jakoś rozwiązania problemu. Jednym z takich „łatwych” pomysłów jest ucieczka w separację i izolacjonizm. To wynik strachu, bezradności, braku realnego pomysłu.

Uważamy, że kluczem do rozwiązania śląskiego problemu jest jednak język. Łatwo możemy sobie wyobrazić Śląsk autonomiczny, nawet niepodległy, jako region bogaty, nowoczesny, poprzecinany szerokimi autostradami, po których suną drogie auta; Śląsk z najlepszymi uniwersytetami i klinikami, a jednak Śląsk zupełnie wyprany ze śląskości – Śląsk na którym nie mówi i nie myśli się po śląsku i w którym nie pamięta się historii i obyczaju przodków. Taki Śląsk nie byłby dla nas ojczyzną. Byłby to dla nas kraj tak samo obcy, jak bogata Szwajcaria albo Holandia. A więc autonomia, swobody polityczne, bogactwo, to jest jednak coś obok.

Język, jeśli nie jest samym jądrem tego poczucia swojskości, które próbowaliśmy ująć w słowa wyżej, to w każdym razie leży od niego bardzo niedaleko. Naszym zdaniem właśnie język, którego można się nauczyć, którego znajomość można doskonalić, jest realnym i cywilizowanym pomysłem na śląskość przyszłości, śląskość wyzwoloną wreszcie z izolacjonistycznego strachu i pogodzoną z sąsiadami. Pielęgnowanie języka oznacza przeniesienie uwagi z rozpamiętywania naszych domniemanych i prawdziwych krzywd na działanie pozytywne – na to, co sami możemy zrobić ze sobą i dla siebie. Uważamy, że jeśli nasza tożsamość miałaby należyte zabezpieczenie w języku, wspomniany wyżej śląski ból mógłby się wreszcie wyciszyć. Mając zabezpieczenie naszej swojskości w języku mniej będziemy obawiać się życia w otoczeniu Nieślązaków, nie będziemy musieli się od nich odgradzać, będziemy mogli spróbować ułożyć sobie z nimi stosunki w cywilizowany sposób. Polska jest wystarczająco dużym krajem, żeby znalazło się w niej miejsce dla wielu różnych odrębności etnicznych.

Wreszcie – nie jesteśmy sprzętami, które rozstawia się po mieszkaniu według własnego uznania, albo służącymi, którym łaskawie pozwala się urządzić sobie posłanie w kącie na poddaszu. Jesteśmy też obywatelami Rzeczypospolitej, współgospodarzami na własnej ziemi i mamy prawo współdecydować o jej prawach i kierunkach rozwoju. Trzeba mieć naprawdę bardzo niskie mniemanie o Polakach, żeby uważać, że tylko kulturowe i językowe ujednolicenie zapewni naszemu krajowi pokój społeczny.

Jest nas już niewielu i bez akceptacji większości nie damy rady naszej etniczności ocalić. Tymczasem ciągle wielu Polaków postrzega sam fakt naszego istnienia jako kłopot, uciążliwą zaszłość trudnej historii. Wielu Polaków obserwuje ubywanie naszego świata z obojętnością, albo i zadowoleniem, wyczekując aż nasza śląskość ostatecznie dogaśnie. To rodzi poczucie wykluczenia. Przecież wspólnota, ojczyzna właśnie po to są, żeby nie pozostać samym ze swoim problemem, ale żeby czuć na swoim ramieniu wsparcie. Czy kraj bez języka naszych ojców zasługuje jeszcze na to, żeby nazywać go Ojczyzną?

Na jakim etapie znajdują się prace nad projektem kodyfikacji mowy śląskiej i kto jest autorem tego pomysłu?

Trudno jest w tej chwili wskazać konkretną osobę, która jest autorem pomysłu przetworzenia mowy śląskiej w język literacki. Idea ta pojawiała się na różnych forach dyskusyjnych od połowy lat dziewięćdziesiątych XX w. Ludzie, którzy obecnie tworzą nasze Towarzystwo, próbują szerzyć tę myśl od około 10 lat. Pierwsze poradniki językowe Tak sie rzóndzi po ślónsku autorstwa p. Grzegorza Wieczorka, obecnie sekretarza „Dangi”, powstały w roku 2003.

W ostatnich dwóch latach sprawa nabrała dużego przyspieszenia. W roku 2008 powstały dwa stowarzyszenia stawiające sobie za cel ratowanie śląszczyzny, w tym jej kodyfikację. Są to „Danga” i stowarzyszenie „Pro Loquela Silesiana” z Chorzowa (www.silesiana.org.pl). Pod koniec tego roku zawiązał się pod przewodnictwem prof. Jolanty Tambor z Uniwersytetu Śląskiego zalążek komisji kodyfikacyjnej. W jej skład, prócz pani profesor, weszli m. in. przedstawiciele obu stowarzyszeń. Zespół pracujący pod kierownictwem prof. Tambor postawił sobie za cel opracowanie śląskiego elementarza. Zostały na ten cel pozyskane odpowiednie fundusze, książka w nakładzie 2000 egzemplarzy ma się ukazać w połowie roku 2010. Należy mieć świadomość, że napisanie takiego elementarza jest zadaniem pionierskim i bardzo trudnym. Wymaga ono bowiem, prócz zapewnienia odpowiedniego poziomu pedagogicznego, także rozwiązania przynajmniej najważniejszych problemów lingwistycznych. Trzeba sobie więc od razu powiedzieć, że elementarz ten będzie dziełem amatorskim, zapewne nie wolnym jeszcze od wielu błędów. Główną wartością elementarza jest to, że stał się on dla wszystkich osób uczestniczących w jego tworzeniu rodzajem poligonu doświadczalnego, na którym testowane były różne rozwiązania kodyfikacyjne.

Wszystkie strony uczestniczące w pracach nad elementarzem porozumiały się latem roku 2009 co do podstawowych założeń kodyfikacji i przyszłej ortografii języka śląskiego. Wstępna wersja ortografii zakłada dodanie do alfabetu polskiego czterech dodatkowych liter (Więcej o tym tutaj).

Wydaje się, że w ostatnim czasie świadomość potrzeby bardziej zorganizowanych działań mających na celu ochronę śląskiej mowy na tyle się rozpowszechniła, że przekroczyliśmy pewien punkt krytyczny. Zyskaliśmy przychylność naukowców ośrodka opolskiego, tj. profesorów Bogusława Wyderki i Władysława Lubasia. Ideę języka regionalnego popierają obie znaczące organizacje regionalne, tj. Związek Górnośląski i Ruch Autonomii Śląska. Sprzyja naszym dążeniom grupa śląskich parlamentarzystów. Wymienić tu należy posłów Plurę, Kutza, Karasiewicza, a także p. senator Krystynę Bochenek. Wydaje się, że i w samym sejmie mamy coraz więcej sympatyków. Realna wydaje się jeszcze w tej kadencji zmiana Ustawy o Mniejszościach Narodowych i Języku Regionalnym, poprzez dopisanie śląskiego języka regionalnego jako drugiego oprócz kaszubskiego.

„Danga” w pytaniach i odpowiedziach (4): Jak wspomóc Dangę?

Niy ma możliwości kōmyntowaniŏ.