Danga kontra Maria Pańczyk: Nie odwołujmy się do emocji i irracjonalnych lęków

Odpowiedź dra Henryka Jaroszewicza na tekst Marii Poździej-Pańczyk W podzięce za troskę panu Michałowi. O śląszczyźnie (Dziennik Zachodni, 13.07.2012)

Przysłuchuję się uważnie prowadzonemu na łamach Dziennika Zachodniego dialogowi Michała Smolorza i Marii Pańczyk na temat języka śląskiego. Jako że ostatnio przyszło mi komentować wypowiedź Michała Smolorza, tym razem chciałbym odnieść się w kilku słowach do tekstu Marii Pańczyk, zatytułowanego W podzięce za troskę panu Michałowi. O śląszczyźnie (DZ, 13.07.2012)

1.Marię Pańczyk, jak sama przyznaje, nie interesuje status śląszczyzny. Woli ona bowiem zachwycać się pięknem śląskich gwar i walczyć o ich zachowanie. Czyni to, zgodnie ze swoimi zapewnieniami, już przeszło dwadzieścia lat. Rzecz jasna, Marii Pańczyk należą się za te wszystkie wysiłki stokrotne podziękowania. Myślę jednak, że warto przy okazji zweryfikować efekty tych wieloletnich starań o zachowanie śląskiego gwarowego bogactwa. Niestety z żalem trzeba stwierdzić, że ich ocena może być tylko jedna – negatywna. Znajomość gwar śląskich jest coraz gorsza i o ile jeszcze starsze pokolenia Ślązaków gwarą władają stosunkowo dobrze, o tyle młodzi bardzo często służą się gwarami w formie wykolejonej i zniekształconej przez standardową polszczyznę. Nie można się temu dziwić. Rodzice coraz częściej kwestionują sens przekazywania znajomości gwary swoim dzieciom, a młodzi czują coraz większy opór w posługiwaniu się „mową chłopską, mową prostych ludzi” – bo tak przecież definiują pojęcie gwary nawet popularni i znani językoznawcy. Sztandarowa inicjatywa Marii Pańczyk, czyli wspomniany już konkurs Po naszymu, czyli po śląsku, z roku na rok wydaje się gromadzić coraz mniej uczestników. A co gorsza, coraz rzadziej – tak na konkursowej scenie jak i na widowni – widać twarze młodych ludzi. Nie może więc dziwić komentarz profesora Jana Miodka, który dość lapidarnie skomentował ten konkurs mówiąc: „Konkurs Marii Pańczyk Po naszymu, czyli po śląsku to jest skansen. Gwara zanika” (DZ, 26.03.2011). Biorąc wszystko powyższe pod uwagę, jasnym się staje, że stosowane do tej pory przez Marię Pańczyk metody walki o zachowanie śląskich gwar okazały się całkowicie nieskuteczne. Jeżeli cel ma zostać osiągnięty, a mowa Ślązaków ma przetrwać, konieczna jest zmiana stosowanych metod. Moim zdaniem wystarczy sięgnąć po skuteczny, opisany w wielu pracach naukowych i wielokrotnie sprawdzony w praktyce sposób ratowania słabnących żywiołów językowych. Polega on oczywiście na podniesieniu określonej mowy do rangi języka, rozpoczęciu jej kodyfikacji, ostatecznie objęciu tegoż kodu językowego prawną ochroną oraz wprowadzenie do istotnych sfer życia społecznego (szkoły, urzędy itp.). Taką drogę wybrali Kaszubi, Rusini Karpaccy, dziesiątki innych narodów i grup etnicznych na całym świecie. Dlaczego Maria Pańczyk nie chce pozwolić Ślązakom na skorzystanie z tej ostatecznej metody ratowania własnej mowy? Trudno znaleźć racjonalną odpowiedź na to pytanie.

2. Czytając tekst Maria Pańczyk wyraźnie można zauważyć, że autorka za wszelką cenę unika prowadzenia dyskusji , w której dochodziłoby do ścierania się rzeczowych argumentów i wypowiedzi. Być może wynika to z faktu, iż Maria Pańczyk ma świadomość, że w merytorycznej rozmowie nie byłaby w stanie obronić swojego stanowiska. W związku z tym wszelkie, nawet najbardziej rzeczowe i wyważone próby kwestionowania jej poglądów, zwyczajnie zbywa, posługując się przy tym dwoma dość prostymi zabiegami erystycznymi. Pierwszym z nich jest maskowanie słabości swoich poglądów, poprzez instrumentalne wykorzystywanie cudzego autorytetu, w tym wypadku Rady Języka Polskiego. W przekonaniu Marii Pańczyk, opinia Rady Języka Polskiego stwierdzająca, iż mowa Ślązaków to dialekt, zwalnia ją samą z konieczności dowodzenia słuszności swoich poglądów. Drugą erystyczną metodą, stosowaną przez Marię Pańczyk, jest próba personalnego skompromitowania interlokutora (argumentum ad personam). W tym konkretnym przypadku, próba ta polega na dowodzeniu, iż współrozmówca lub osoba o odmiennych poglądach jest kimś całkowicie niewiarygodnym, a wręcz śmiesznym. Nie może więc dziwić, że w tekście Marii Pańczyk jej oponenci to marionetki w rękach polityków, członkowie satelitarnych organizacji o liczebności koła gospodyń wiejskich, wreszcie mało rozumiejący chłopcy, którzy jeszcze niedawno biegali do szkoły z pukeltasiami na plecach.

Pierwszy z erystycznych wybiegów Marii Pańczyk dość prosto można obalić. Nie chciałbym w żadnym wypadku umniejszać dorobku naukowego, ani tym bardziej kwestionować wiedzy osób zasiadających w Radzie Języka Polskiego. W większości członkowie tej rady to najwybitniejsi polscy językoznawcy, naukowcy i specjaliści z zakresu wielu gałęzi filologii, którym wiedzy i naukowych dokonań można jedynie zazdrościć. Jasne jest jednak to, że ze względu na przeszkody formalne (ograniczona liczebność Rady), nie można włączyć do Rady Języka Polskiego specjalistów ze wszystkich dziedzin językoznawstwa. Tym samym trudno wśród jej członków odnaleźć badaczy specjalizujących się w socjolingwistyce, ekologii językowej, czy też problematyce standaryzacji języków. Nie trzeba chyba też przekonywać, że swobodne poruszanie się w tych obszarach językoznawstwa byłoby bardzo cenne przy podejmowaniu wszelakich decyzji dotyczących aktualnego statusu mowy Ślązaków. Można też żałować, że w skład Rady Języka Polskiego nie wchodzą tacy badacze jak: profesor Jolanta Tambor, autorka kapitalnej, socjolingwistycznej monografii pt. Mowa Górnoślązaków oraz ich świadomość etniczna i narodowa, profesor Bogusław Wyderka, redaktor monumentalnego, wielotomowego Słownika gwar śląskich, czy w końcu profesor Władysław Lubaś, ojciec polskiej socjolingwistyki, który już w latach 70-tych ubiegłego wieku zainicjował badania nad językiem potocznym Ślązaków. Warto nadmienić, że wspomniana trójka badaczy to oczywiście zwolennicy podniesienia śląszczyzny do rangi języka regionalnego. Biorąc wszystko to pod uwagę, trudno mi tak bezwarunkowo i bezrefleksyjnie – jak czyni to Maria Pańczyk – zaakceptować lapidarne orzeczenie Rady Języka Polskiego, wydane w sprawie śląszczyzny. A przy tym całkowicie zignorować dokonania naukowe i opinie najwybitniejszych, w moim przekonaniu, polskich socjolingwistów i znawców mowy śląskiej.

Erystycznej metody polegającej na dezawuowaniu racji interlokutora poprzez ataki ad personam nie wypada komentować. Można się jedynie zastanowić, czy tego typu wypowiedzi Marii Pańczyk są jedynie dowodem na kompletny brak merytorycznych argumentów, czy także próbą sprowokowania rozmówcy i sprowadzenia dyskusji na bezproduktywne mielizny kłótni?

W związku z oskarżeniami o polityczne manipulacje kwestią języka śląskiego nasuwa się jeszcze jedno pytanie. Jak długo zwolennicy śląskiego języka regionalnego będą musieli przysięgać, że nie są niecnymi indywiduami, chytrze skrywającymi swoje rzeczywiste plany? Że nie są narzędziem w rękach przebiegłych politycznych awanturników? Że nie są elementem antypaństwowym, który pod przykrywką troski o język śląski czyha na suwerenność i integralność państwa polskiego? Jak długo będą się musieli zaklinać, że chodzi im tylko o język Ślązaków i o nic więcej? Dyskusja z kimś, kto stosuje taką strategię dialogu jak Maria Pańczyk jest wyjątkowo trudna. Jak już w innym miejscu pisałem, nie jest łatwo o rzeczową dyskusję, kiedy jedna ze stron dialogu sięga po racjonalne, naukowe i trzeźworozsądkowe argumenty, a druga po argumenty odwołujące się do emocji lub irracjonalnych lęków.

3. Maria Pańczyk jako koronny argument przeciwko oficjalnemu uznaniu mowy Ślązaków za język uznaje to, że tego języka po prostu nie ma. A skoro nie ma języka śląskiego, w zasadzie nie ma o czym dyskutować, ani tym bardziej nie ma czego oficjalnie uznawać. Nietrudno zauważyć, że taki sposób rozumowania jest kolejną erystyczną sztuczką stosowaną przez Marię Pańczyk. Język śląski istnieje i jest tak samo realnym środkiem komunikacji jak każdy inny język na świecie. Dowodzi tego chociażby fakt, że Międzynarodowa Organizacja Normalizacyjna ISO, przydzieliła językowi śląskiemu normą ISO 639-3 odrębny kod SZL. Dowodzi tego fakt, że językiem śląskim posługiwało się według spisu powszechnego z 2002 r. przeszło 50 tys. obywateli Polski. Dowodzi tego fakt, że w Rozporządzeniu Ministra Administracji i Cyfryzacji z 14 lutego 2012 r. w sprawie państwowego rejestru nazw geograficznych wymienia się m.in. język polski, czeski, litewski, białoruski, niemiecki oraz śląski! Ostatecznie, jeżeli Maria Pańczyk chce się przekonać, że język śląski rzeczywiście istnieje, może po prostu posłuchać tego, jak mówią dzisiaj ci Ślązacy, którzy jeszcze pamiętają mowę swoich ojców.

Oczywiście, Maria Pańczyk usłyszy inną gwarę w cieszyńskiej wsi, inną na przedmieściach Opola, inną na jednym z katowickich blokowisk. Te różnice wcale jednak nie oznaczają, że język śląski to czysta fikcja i że istnieją tylko śląskie gwary. Przecież gdyby Maria Pańczyk pojechała do podpoznańskiej wsi, potem do małego miasteczka na Podlasiu, a ostatecznie wybrała się w okolice Zakopanego, to za każdym razem także usłyszałaby inną mowę. Czy to znaczy, że tak naprawdę języka polskiego nie ma, a istnieją tylko polskie gwary? Oczywiście że nie! Język śląski jest realnym bytem, który – podobnie jak każdy język, w tym polski – cechuje się terytorialno-gwarowym zróżnicowaniem. Podstawową różnicą, którą odnaleźć można pomiędzy śląszczyzną i polszczyzną jest to, że językowi śląskiemu na razie brakuje jeszcze jednej, ogólnie przestrzeganej normy w obrębie każdej z płaszczyzn języka (ortografii, gramatyki, słownictwa itd.). Zadaniem, które stoi przed zwolennikami oficjalnego podniesienia mowy Ślązaków, nie jest więc stworzenie języka śląskiego (co często się mylnie sugeruje), ale wykształcenie w obrębie istniejącego języka śląskiego jego standardowej postaci. Zadanie to jest o tyle łatwe, że norma ortograficzna języka śląskiego została już przygotowana przez zespół działający pod kierownictwem prof. Jolanty Tambor. Normę ortograficzną, która jest już często stosowana, wystarczy więc jedynie dopracować i upowszechnić.

4. W ostatniej wypowiedzi Marii Pańczyk ponownie pojawiają się sformułowania mówiące o tym, że regionalny język śląski będzie sztucznym tworem, „śląskim esperanto”. Co gorsza, zdaniem Marii Pańczyk, zwolennicy języka śląskiego będą do jego nauki zmuszali śląskie dzieci, które tym samym nie będą już mogły mówić swoim „językiem serca”, czyli swoją gwarą. Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego Maria Pańczyk tworzy tak nonsensowne i nie mające nic wspólnego z rzeczywistością wizje.

Regionalny język śląski nie będzie „śląskim esperanto”. Będzie po prostu kolejnym językiem wariantowym, jakich na świecie funkcjonują dziesiątki. Dzięki temu w strukturze śląszczyzny zostanie zachowana specyfika językowa wszystkich śląskich subregionów: katowickiego, opolskiego i cieszyńskiego. Norma języka śląskiego będzie oczywiście akceptować istnienie uwarunkowanych terytorialne dubletów leksykalnych, ortograficznych, gramatycznych. Wszystko właśnie po to, aby każdy ze Ślązaków – niezależnie od tego gdzie mieszka – mógł uznać ten język za swój i odnaleźć w nim swoją domową mowę. Na świecie istnieje wiele wariantowych języków, które częstokroć są używane w różnych państwach (rusiński, niemiecki), czasem nawet na różnych kontynentach (angielski, hiszpański), a mimo to funkcjonują z powodzeniem, rozwijają się i pełnią ważkie funkcje komunikacyjne i kulturotwórcze. Nie wydaje się, aby nie można było stworzyć wariantowego regionalnego języka śląskiego, zwłaszcza, że będzie on funkcjonował jedynie na małym wycinku jednego, w dodatku stosunkowo niedużego państwa – Polski.

Mam też nieodparte wrażenie, że Maria Pańczyk pisząc o sztucznym, „śląskim esperanto” nieco się zagalopowała. Ewidentnie umknął bowiem jej uwadze fakt, że różnice istniejące pomiędzy poszczególnymi polskimi gwarami oraz dialektami są zdecydowanie większe niż w przypadku śląskiego obszaru gwarowego. Co jednak istotne, pomimo tej wielkiej różnorodności język polski istnieje od wieków, rozwija się i jest akceptowany przez swoich użytkowników. Nikt nie kwestionuje sensu jego istnienia, nikt też nie nazywa polszczyzny „polskim esperanto”. Dlaczego Maria Pańczyk nie chce poddać druzgocącej krytyce idei standardowego języka polskiego, który – zgodnie z jej sposobem rozumowania – trzeba by uznać za rażący przykład sztucznego języka, heterogenny zlepek różnorodnych gwar i dialektów, hybrydalny wytwór językopodobny? Na to pytanie odpowiedź zna chyba tylko Maria Pańczyk. Jasne jest, że norma języka śląskiego zapisana i skodyfikowana w słownikach oraz gramatykach będzie się różniła od języka używanego w śląskim domu, czy na śląskiej ulicy. Będzie więc w pewnym sensie „sztuczna”. Ale ta „sztuczność” jest cechą każdego języka i nie należy się jej obawiać. Żaden bowiem język nie jest, i z definicji być nie może, tożsamy z gwarą. Dotyczy to także języka polskiego – przecież jasne jest, że przeciętny mieszkaniec Podlasia, Kujaw, Podhala czy Wielkopolski w codziennym życiu nie posługuje się wiernie tą odmianą polszczyzny, która rozbrzmiewa z odbiorników radiowych, której znajomość wymagana jest w urzędach, która jest nauczana w szkołach na lekcjach polskiego. Rozdźwięku pomiędzy normą języka śląskiego a jego poszczególnymi gwarami nie należy się bać tym bardziej, że w śląskich realiach wspomniana językowa różnica nie będzie wielka. Można nawet przypuszczać, że dzięki swojej wariantowej budowie regionalny język śląski będzie bliższy każdej śląskiej gwarze, aniżeli ma to miejsce w przypadku języka polskiego i poszczególnych polskich gwar oraz dialektów. Mieszkańcowi Rybnika, Koźla czy Cieszyna łatwiej będzie odnaleźć swoją domową mowę w języku śląskim, aniżeli mieszkańcowi Zakopanego, Hajnówki, czy Leszna swoją mowę w standardowej polszczyźnie. Pisząc o gwarze i języku trzeba zauważyć jeszcze jedną rzecz – gwary nie można nauczać i chyba nigdzie na świecie nie naucza się jej w szkołach. W szkołach, czy urzędach jest miejsce tylko dla języków. Tym samym, stawiany czasem zarzut, że zamiast języka śląskiego trzeba uczyć w szkołach poszczególnych śląskich gwar, jest całkowicie nietrafiony.

Zarzut o zmuszanie dzieci do porzucania swojej ojczystej, śląskiej mowy jest ewidentną próbą tworzenia przez Marię Pańczyk irracjonalnej atmosfery zagrożenia. Co zaskakujące, tworzony jest tu obraz aluzyjnie przywołujący okres zaborów, kiedy to użycie języka polskiego, „języka serca”, było zakazane. Cóż począć z takimi wypowiedziami Marii Pańczyk? Czy naprawdę muszę dowodzić, że zwolennikom regionalnego języka śląskiego dalekie są ideały zaborców i ideologów Kulturkampfu? Że nie będą się domagać, aby użycie języka polskiego czy śląskich gwar było zakazane w śląskich szkołach? Proszę, nie sprowadzajmy dyskusji do jakiegoś horrendalnego absurdu.

5. Maria Pańczyk uważa, że zamiast wspierać finansowo ideę języka śląskiego, jego rozwój i popularyzację, lepiej wydać przyznane środki finansowe na badania gwaroznawcze, słowniki gwar, edukację regionalną. Nie dostrzega jednak jednego prozaicznego faktu – w polskich realiach prawnych żadna gwara nie może liczyć na jakiekolwiek istotne wsparcie aparatu administracyjnego, w tym wsparcie finansowe. Zgodnie z polskim prawem i dwiema obowiązującymi ustawami – Ustawą o języku polskim 1999 r. oraz Ustawą o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym z 2005 r. – na ochronę i wsparcie liczyć mogą jedynie języki: narodowy język polski, regionalny język kaszubski oraz języki mniejszości narodowych. Brakuje więc ram prawnych, które umożliwiałyby finansowanie śląskich projektów, o których mówi Maria Pańczyk. Z punktu widzenia prawa, mowa Ślązaków ma obecnie taki sam status jak gwara poznańska, slang warszawskich kieszonkowców, czy profesjolekt pilotów pracujących w polskich liniach lotniczych. Nic więc dziwnego, że na ochronę mowy śląskiej i jej rozwój w budżecie państwa pieniądze się nie znajdą. Trzeba sobie jasno uświadomić, że tak długo jak mowa Ślązaków będzie jedynie gwarą, nie będzie ona mogła liczyć na żadne istotne finansowe wsparcie ze strony państwa polskiego.

Swoją drogą można sobie zadać pytanie, jaki cel miałby przyświecać prowadzeniu dalszych badań gwaroznawczych, czy podejmowaniu przedsięwzięć leksykograficznych, o których wspomina Maria Pańczyk? Gigantyczny śląski materiał językowy już został zgromadzony przez pokolenia badaczy, a teraz pokryty warstwą grubego kurzu w większości zalega w bibliotekach, dając obraz dawnej fizjonomii śląszczyzny. Co istotne, w żaden sposób to zebrane naukowe bogactwo nie zostało wykorzystane do działań mających na celu ratowanie żywej, śląskiej mowy. Jaki cel miałyby więc mieć nowe badania? Czyżby Marii Pańczyk po prostu chodziło o to, aby przygotować śląszczyźnie odświętny i godny pogrzeb, opisując jak najdokładniej wizerunek mowy Ślązaków zanim całkowicie zaniknie? Moim zdaniem konieczne są dalsze badania nad mową Ślązaków, konieczne są dalsze przedsięwzięcia leksykograficzne, ale ich sensowność w dużej mierze zależeć będzie od tego, czy zostaną włączone w działania, mające na celu aktywne ratowanie śląskiej mowy. W chwili obecnej gwary śląskie należy badać po to, aby móc lepiej ukształtować strukturę języka śląskiego. Należy przygotować nowy słownik, ale nie kolejny słownik śląskich gwar, tylko normatywny Słownik języka śląskiego. Po raz kolejny muszę jednak zauważyć, że dopóki mowa Ślązaków oficjalnie będzie funkcjonować jako gwara, wspominane projekty badawcze i leksykograficzne nie będą miały większych szans na realizację.

*

Kończąc mój komentarz, chciałbym wyrazić głęboką nadzieję, że uda się w najbliższym czasie przeprowadzić w Polsce spokojną, rzeczową i uczciwą dyskusję na temat możliwości podniesienia śląskiej mowy do rangi języka regionalnego. Liczę, że debata ta będzie pozbawiona irracjonalnych zarzutów, krzywdzących ocen, personalnych ataków oraz ironii i erystycznych sztuczek, które przecież tylko kamuflują słabości własnych poglądów i tez.

Apeluję o rozpoczęcie takiej dyskusji, bo Ślązacy na taką dyskusję po prostu zasługują.

dr Henryk Jaroszewicz
Uniwersytet Wrocławski
Tôwarzistwo Piastowaniô Ślónskij Môwy DANGA
hjarosz@interia.pl

Tynto artykulik nŏleży do kategoryj: nowe wejzdrzynie nauki, polymika, ślōnskŏ mŏwa regiōnalnŏ, wszyjske wrŏz, wystōmpiynia Dangŏrzi. Użyj bezpostrzednigo linku jako zakłŏdki.

Niy ma możliwości kōmyntowaniŏ.