Nie wystarczy edukować o śląskiej mowie – czas zacząć jej uczyć!

Komentarz „Dangi” do konferencji W kręgu śląskiej kultury, tradycji i dialektu, która odbyła się 19.10.2010 r. w Warszawie

19 października odbyła się w Senacie konferencja W kręgu śląskiej kultury, tradycji i dialektu zorganizowana z okazji dwudziestej edycji konkursu Po naszymu, czyli po śląsku. Uczestnikami spotkania byli prawie wyłącznie zwolennicy obowiązującego dotychczas pojmowania mowy śląskiej jako gwary, która powinna istnieć wyłącznie jako język mówiony, którą można i należy badać, ale której nie należy nauczać. Uczestnicy spotkania zgodnie opowiedzieli się przeciwko kodyfikacji śląskiej mowy i przeciwko jej uznaniu za język regionalny. Tôwarzistwo Piastowaniô Ślónskij Môwy „Danga” uważa stare sposoby postrzegania śląszczyzny za nieprzystające do nowych czasów. Mowa śląska będzie miała szansę przetrwania, jeśli każdy zainteresowany będzie mógł sięgnąć po odpowiednie pomoce naukowe i uczyć się nie o śląskiej mowie, ale doskonalić czynną sprawność w posługiwaniu się nią.

Konferencję prowadziła p. senator Maria Pańczyk-Pozdziej, która jest pomysłodawczynią i główną animatorką konkursów. W pierwszej części spotkania miniwykłady wygłosili prof. Dorota Simonides, prof. Jan Miodek i prof. Helena Synowiec. Prof. Simonides krótko przypomniała zebranym podstawowe fakty z historii Śląska i historii badań etnograficznych. Prof. Miodek zachwycał się archaizmami, które przechowały się w śląskiej mowie. Stwierdził, że pogląd o jej wielkim zanieczyszczeniu germanizmami jest przesadzony. Komentując tę wypowiedź, p. senator Pańczyk-Pozdziej dodała, że we współczesnej śląszczyźnie germanizmów ubywa, a mowa ta coraz bardziej się polonizuje.

Prelekcje przeplatane były monologami laureatów konkursu. Wystąpili p. Krystian Czech z Brynicy koło Opola, p. Łucja Dusek z Jaworzynki oraz p. Betina Zimończyk z Rybnika. Taki dobór występujących miał pokazać różnorodność gwar śląskich i uzasadnić twierdzenie o niemożności ich kodyfikacji. Wszystkie monologi były wygłoszone w pięknej śląszczyźnie, a ich autorzy wystąpili w pięknych strojach ludowych.

Trzecią prelekcję wygłosiła prof. Helena Synowiec. Stwierdziła ona, że nie zawsze tak było, że nauczyciele poloniści zwalczali mówienie po śląsku. Zapewniała, że zawsze starała się uwrażliwiać studentów na specyfikę nauczania języka polskiego w środowisku gwarowym i uczyć szacunku do mowy ludu. Pani profesor podkreślała jednak, że gwara jest językiem mówionym i takim powinna pozostać. Apelowała wobec tego: „Mówić, ale nie pisać! Badać i uwrażliwiać, uczyć o gwarze, ale nie uczyć gwary!” To uwrażliwianie powinno się odbywać w ramach lekcji edukacji regionalnej.

Po wystąpieniach zaproszonych naukowców przewidziana była dyskusja. W dyskusji głos zabrali m. in. prof. Jadwiga Wronicz, p. Józef Musioł, prof. Iwona Nowakowska-Kempna, senator Antoni Piechniczek, prof. Dorota Simonides, ks. Paweł Buchta, kapelan Związku Górnośląskiego i poseł Jan Rzymełka.

W opinii zdecydowanej większości występujących kodyfikacja śląskiej mowy i przetworzenie jej w język regionalny jest niemożliwe, a nawet szkodliwe. Główną przeszkodę dyskutanci upatrują w zróżnicowaniu gwar śląskich, które postulowana kodyfikacja miałaby zniszczyć.

Z tych zgodnych głosów wyłamał się prezes Tôwarzistwa Piastowaniô Ślónskij Môwy „Danga”, p. Józef Kulisz. Niestety był on jedynym reprezentantem zwolenników idei śląskiego języka regionalnego. Inni, pomimo że – jak mówiła p. senator Pańczyk-Pozdziej – zostali zaproszeni, na spotkanie nie przybyli. W tej sytuacji trudno było o prawdziwą dyskusję.

Przy całym szacunku dla p. senator, państwa profesorów i innych osób zaangażowanych w organizację konkursów na Ślązaka Roku, ich szczerych intencji i dorobku, „Danga” uważa dotychczas proponowane sposoby kultywowania śląskiej mowy za niewystarczające. Nasze stowarzyszenie powstało jako wynik prostej obserwacji – mowa śląska wymiera. To spostrzeżenie nie zostało zakwestionowane przez żadnego z uczestników dyskusji.

Pani senator oraz kilku innych uczestników spotkania zauważyli, że w śląszczyźnie jest coraz mniej germanizmów. Jest to jednak tylko część prawdy. Przemiany we współczesnej śląszczyźnie polegają nie na zaniku germanizmów, ale na zaniku wszystkich tych cech języka, które brzmią egzotycznie dla człowieka przyzwyczajonego do standardowej polszczyzny. Razem z germanizmami z języka młodszych pokoleń znikają więc także staropolskie archaizmy, którymi tak zachwycał się p. prof. Miodek.

„Danga” uważa, że kluczem do przetrwania małego języka, takiego jak nasz, jest edukacja. Uważamy, że w dzisiejszych czasach nie wystarczy już tylko „uwrażliwiać na gwarę” i uczyć o gwarach. Takie podejście było słuszne kilkadziesiąt lat temu, kiedy śląszczyzna była wszechobecna, nie było masowych mediów, a tylko kilka procent społeczeństwa posługiwało się językiem standardowym. Podstawowym zadaniem szkoły było w takiej sytuacji nauczenie uczniów poprawnego posługiwania się językiem państwowym. W dzisiejszych czasach te proporcje zupełnie się odwróciły. To standardowa odmiana polszczyzny jest wszechobecna, a śląskojęzyczna społeczność żyje w coraz większym rozproszeniu. Należy się obawiać, że we współczesnym, mobilnym świecie ostatnie enklawy, w których w mowie codziennej jeszcze przeważa śląszczyzna, wkrótce znikną.

Mała społeczność, taka jak nasza, ma szansę przeciwstawić się uniformizującemu wpływowi współczesnego świata tylko przez aktywną edukację i samoedukację. Mowa śląska, niezależnie od tego, czy ją nazwiemy gwarą, dialektem czy językiem, będzie miała szansę przetrwania, jeśli każdy zainteresowany, jeśli tylko zechce, będzie mógł sięgnąć po odpowiednie pomoce naukowe i uczyć się nie o śląskiej mowie, ale doskonalić jej czynną znajomość, sprawność w posługiwaniu się nią.

P. Józef Kulisz porównał w swoim wystąpieniu konkursy na Ślązaka Roku ze słynnym Dyktandem, którego pomysłodawczynią i siłą napędową była ś.p. marszałek Krystyna Bochenek. Kluczowa różnica polega na tym, że do Dyktanda można się przygotować. Dla każdego, kto tylko tego chce, na wyciągnięcie ręki dostępne są dziesiątki słowników, podręczników i poradników. Udział w Dyktandzie stał się dla tysięcy ludzi motywacją do poprawienia swojej sprawności w posługiwaniu się poprawną polszczyzną.

Potencjał tkwiący w konkursach na Ślązaka Roku byłby w pełni wykorzystany, gdyby także do tego konkursu można było się przygotować. Do tego jednak potrzebne są powszechnie dostępne pomoce edukacyjne. Na podstawie każdego z monologów, które były wygłoszone podczas konferencji, powinno zostać ułożonych kilka lekcji poprawnej śląszczyzny. Czy zasad, na podstawie których jury konkursu ocenia, że jeden uczestnik mówi po śląsku lepiej, a drugi gorzej, nie dałoby się usystematyzować, opisać i udostępnić wszystkim zainteresowanym w formie podręcznika lub poradnika?

Nie można liczyć na to, że każdy Ślązak chcący zachować język przodków, będzie się kształcił sam, a swoje braki językowe nadrobi w domu, indywidualnie, jedynie przez osłuchanie się z mową starszego pokolenia. Ktoś, kto chciałby się dzisiaj nauczyć poprawnej śląszczyzny, musiałby właściwie zostać dialektologiem.

Samo „uwrażliwianie na piękno gwary”, jeśli nie idzie w parze z konkretną wiedzą, np. o strukturach gramatycznych, jest w obecnej sytuacji daleko niewystarczające. Młode pokolenie, mieszając gwarowy system językowy z systemem polszczyzny standardowej, w warunkach załamania się przekazu międzypokoleniowego i rozpadu zwartych środowisk śląskojęzycznych, nie ma najczęściej już możliwości rozstrzygania niepewności językowych, czyli odróżniania, co w naszym języku jest odziedziczone po starszym pokoleniu, a co już przejęte z języka standardowego. Tę lukę można i trzeba wypełnić, o czym się sami przekonujemy w naszym Towarzystwie. Jeżeli najstarsze pokolenie mówi po śląsku: do kuchnie, do wilije, do ciocie Cile, a młode niepostrzeżenie preferuje do kuchni, do wiliji, do cioci Cili, to jest to coś, czemu można przeciwdziałać poprzez edukację, ujmując zagadnienie za pomocą reguły gramatycznej i właśnie uwrażliwiając mówiących na dane zjawisko. Nie ma lepszego „uwrażliwienia” na gwarę jak traktowanie jej jako pełnoprawnego, naturalnego języka. Systemowe objaśnianie zjawisk językowych, tak jak się to robi np. na lekcjach języka polskiego, rozbudza też szacunek dla zagrożonego języka, ponieważ pokazuje, że nie jest on jakimś bełkotem, ale ma swój porządek i swoją wewnętrzną logikę.

Podstawowym zarzutem podnoszonym przez przeciwników kodyfikacji śląszczyzny jest to, że kodyfikacja ma jakoby zniszczyć gwarową różnorodność. „Danga” uważa, że jest to pogląd mylny, wynikający z nałożenia na postulowaną kodyfikację schematów myślowych przeniesionych z polszczyzny standardowej. Tymczasem w tych działaniach należy wzorować się nie na wielkich językach państwowych, takich jak polski, niemiecki czy francuski, ale na językach będących w podobnej do naszej sytuacji wspólnot mniejszościowych, których wiele zamieszkuje nasz kontynent. Największy język regionalny w Europie – język dolnoniemiecki, którym posługuje się około 2 mln ludzi, ze względu na zróżnicowanie dialektalne nie wykształcił do tej pory jednego standardu w piśmie. Mimo to język ten został uznany przez państwo i można go studiować na uniwersytecie. Język ladyński z pogranicza włosko-szwajcarskiego ma kilka dialektów, używanych w poszczególnych dolinach górskich. Gazeta wydawana w tym języku podzielona jest na części regionalne. W zależności od tego, skąd pochodzi autor artykułu, takim wariantem języka artykuł jest napisany. Podobnie wygląda sytuacja języka fryzyjskiego w północnych Niemczech.

Uważamy, że nie ma przeszkód, aby opisać normę języka śląskiego zawierającą wiele wariantów i odmian regionalnych. Jeśli nie znajdziemy innej możliwości, stwórzmy jedenaście podręczników, oddzielnie dla każdego z tradycyjnie wyróżnianych w śląskiej dialektologii obszarów gwarowych. Naszym zdaniem jednak praktyczniej byłoby przeprowadzić kodyfikację w taki sposób, że najpierw opisane zostałoby to, co jest dla całego Śląska wspólne, a na tym tle pokazane byłyby specyficzne właściwości poszczególnych subregionów. Pomimo znanych różnic, gwary śląskie mają przecież mnóstwo cech systemowych wspólnych. Dlaczego więc ich opisanie w przystępnej formie miałoby wykreować – jak to kilka razy określono – „byt sztuczny”?

Pamiętać należy, że nawet różnorodność gwarowa nie oznacza dowolności. Każda, najmniejsza nawet gwara ma swój system językowy, swoją normę, którą można opisać i udostępnić zainteresowanej społeczności. Dziwi nas, że przeciwnicy kodyfikacji śląszczyzny – której, jak twierdzą, jeszcze nie ma – już teraz tak głośno przed nią przestrzegają, nie widząc jednocześnie, jak szybko bogactwo gwarowe na naszych oczach eroduje pod naciskiem polszczyzny standardowej.

Właśnie w taki sposób w naszym Towarzystwie rozumiemy kodyfikację – jako usystematyzowanie i opisanie w uporządkowany sposób zasad rządzących językiem. Podstawowym celem tak rozumianej kodyfikacji nie mają być funkcje emblematyczne, tj. odróżnienie się od polszczyzny, ale edukacyjne, czyli umożliwienie każdemu nauki gwary charakterystycznej dla okolicy, w której on zamieszkuje.

Doceniamy wysiłki p. prof. Synowiec i wierzymy, że szczerze stara się ona uwrażliwiać swoich studentów na specyfikę pracy w środowisku gwarowym oraz zaszczepić im szacunek dla mowy ludu. Niestety nasza obserwacja jest taka, że wysiłki te nie przekładają się na działanie systemu edukacji jako całości. Od przeciętnego polonisty nigdy nie nauczymy się, czy po śląsku należy modlić się do „Pana Boga” czy do „Póna Boga”, albo czy jedzie się „do Zabrzo” czy „do Zobrzo” . Co więcej, nauczyciele poloniści w zdecydowanej większości uważają, że samo wykonywanie tego zawodu zobowiązuje ich do tego, żeby wszędzie mówić „poprawnie”, nawet bez cienia śląskiego akcentu. W programach nauczania polskiego wiele elementów zorientowanych jest na eliminację gwaryzmów z języka uczniów. W praktyce mowa śląska jest traktowana przez polski system edukacji jak język obcy! Trudno się wobec tego dziwić Ślązakom, którzy takiej sytuacji starają się nazwać rzecz po imieniu i usankcjonować prawnie status swojej mowy jako języka mniejszościowego.

Prof. Jadwiga Wronicz mówiła, że prawdziwym problemem w Polsce jest postszlachecka mentalność, która każe lekceważąco odnosić się do kultury ludowej, której jednym z elementów jest mówienie gwarą. P. profesor apelowała o pracę na rzecz zmiany tej mentalności. Tôwarzistwo Piastowaniô Ślónskij Môwy „Danga” uważa, że najlepszym sposobem na przełamywanie negatywnych stereotypów jest danie osobistego przykładu. Tego przykładu powinniśmy oczekiwać przede wszystkim od autorytetów zgromadzonych na sali. Zwracamy się więc z gorącą prośbą do organizatorów i sympatyków konkursów na Ślązaka Roku: Prosimy, abyście Państwo nie tylko przesłuchiwali i oceniali uczestników, ale sami odważyli się przemówić publicznie w pięknej i dostojnej śląszczyźnie, na której Ślązacy pragnący podnieść swoją kulturę słowa będą mogli się wzorować. Prawdziwym ciosem zadanym złym stereotypom byłoby pokazanie, że bycie profesorem czy senatorem, przynależność do elit nie są przeszkodą w mówieniu pięknie po śląsku. Nie istnieje żaden sposób na ochronę zagrożonego języka, który nie zakładałby jego jak najczęstszego i jak najszerszego używania!

W trakcie dyskusji padło stwierdzenie, że przedwojenny Sejm Śląski miał być jedynie „forum dyskusji o tym, jak mądrze zszyć Śląsk z Rzeczpospolitą”. Ubolewamy nad tym, że w dalszym ciągu wielu polskich patriotów w podobnie przedmiotowy sposób postrzega naszą mowę. Była ona potrzebna jako jeszcze jeden argument w sporze politycznym o przynależność państwową śląskiej ziemi. Dziś, kiedy ten spór stał się zupełnie anachroniczny, argument przestał być potrzebny. W tej sytuacji wielu Polaków nie akceptuje naszej mowy i szerzej – naszej inności, postrzegając je jako jakąś kłopotliwą zaszłość, wynik trudnej historii. I to właśnie jest prawdziwy powód frustracji w szerokich kręgach śląskiej społeczności, frustracji, która jest paliwem dla nastrojów izolacjonistycznych i separatystycznych.

Członkowie „Dangi” są przekonani, że właśnie język regionalny, język, którego można się nauczyć, którego znajomość można doskonalić, jest realnym i cywilizowanym pomysłem na śląskość przyszłości, śląskość pogodzoną wreszcie z polskością. Pielęgnowanie języka oznacza przeniesienie uwagi z cierpiętniczego rozpamiętywania naszych prawdziwych i domniemanych krzywd na działanie pozytywne – na to, co sami możemy zrobić ze sobą i dla siebie, tu i teraz. Uważamy, że jeśli nasza tożsamość miałaby należyte oparcie w języku, frustracje mogłyby się wreszcie wyciszyć, a Ślązacy mogliby wreszcie odnaleźć się w polskim społeczeństwie i polskim państwie. Nie bójmy się tego! Polska jest wystarczająco dużym krajem, aby mogło się w niej zmieścić wiele odrębności etnicznych i językowych. Nie musimy wszyscy być jednakowi, żeby żyć w zgodzie i pokoju!

Prezes Dangi dr Józef Kulisz
e-mail:
jozef.kulisz@gmail.com
tel.: 609 09 68 86

Tynto artykulik nŏleży do kategoryj: informacyje prasowe Dangi, kōnferyncyje, polymika, ślōnskŏ mŏwa regiōnalnŏ, wszyjske wrŏz, wydarzynia. Tagi artykulika: , , , , . Użyj bezpostrzednigo linku jako zakłŏdki.

Niy ma możliwości kōmyntowaniŏ.